Szukaj w serwisie
O nas Administracja Pracownie Kliniki Poradnie specjalistyczne KLINIKA ZDROWEGO SERCA Wydarzenia Konferencje Wydawnictwo Biblioteka Fundacje Stowarzyszenia
Aktualności Kronika SCCS Wyróżnienia Akredytacja ISO Ankiety Opinie Pressroom Galeria Konkursy Praca Przetargi Dojazd Kontakt

Wspomnienia

Rozpoczynam te wspomnienia pogrążona w smutku. Wczoraj dowiedziałam się o śmierci twórcy i nestora kardiologii dziecięcej w Polsce, mego ukochanego nauczyciela - Profesora Antoniego Chrościckiego. Większość kardiologów dziecięcych w Polsce to Jego uczniowie, lub uczniowie Jego uczniów.




A uczył nas nie tylko kardiologii, ale i walki. O należne miejsce kardiologii dziecięcej w pediatrii i kardiologii, o możliwości diagnozowania i leczenia dzieci chorych na serce, o oddziały, sprzęt, personel, rehabilitację... Jeździł po całej Polsce i konsultował, organizował, zachęcał do doskonalenia umiejętności. Uczył miłości do tych często nieszczęśliwych i umęczonych pacjentów i wyrozumiałości dla ich rodziców. Był dla nas wzorem i opiekunem.

Jesienią 1985 roku profesor Chrościcki zadzwonił do mnie z Warszawy i zapytał, czy nie chciałabym zorganizować Kliniki Kardiologii Dziecięcej na Śląsku. Rozmawiał właśnie o tym z Prof Hager Małecką, kierownikiem Instytutu Pediatrii w Zabrzu. Istniał tam poprzednio prężny ośrodek dla dzieci chorych na serce, ale po po śmierci głównych organizatorów - kardiologa dr Wojczuk i kardiochirurga doc Paliwody pozostały już tylko regionalne Poradnie Kardiologiczne i Poradnia Wojewódzka w Katowicach. W tej ostatniej kardiolodzy dziecięcy dr Szymocha i dr Bratek walczyły dzielnie o miejsce dla swoich podopiecznych w różnych ośrodkach kraju.

Byłam wówczas, od 1972 roku, ordynatorem oddziału o profilu kardiologicznym w wielospecjalistycznym szpitalu im J.Korczaka w Łodzi. “Profil kardiologiczny” oznaczał, że leżały u nas dzieci chore na serce, ale poza apratem EGG i kilkoma “zdobycznymi” monitorami nie było możliwości dokładniejszej diagnostyki ani leczenia. Starsze dzieci mogły liczyć na interwencję kardiochirurgiczną w Klinice prof.Mola, ale o miejsce dla niemowląt, a zwłaszcza noworodków trzeba było ubiegać się w ośrodkach poza Łodzią. Pamiętam, że moja energiczna asystentka Elżbieta M. szła na kolanach przez pokój ordynatora jednego z wiodących oddziałów Kardiologicznych w stolicy, błagając o miejsce dla noworodka z ciężką koarktacją aorty.
Kardiologia była wówczas tylko moim hobby, a poza tym - terenem walki, której uczył nas Prof.Chróścicki. Po szkoleniu w Londynie, u znakomitego specjalisty Aubreya Leathama, i w Rotterdamie, gdzie zapoznawałam się z badaniem echokardiograficznym i wynikami leczenia operacyjnego najmłodszych dzieci, marzyłam o takich możliwościach dla moich pacjentów. Kiedy otrzymałam list od Prof. Hager-Małeckiej z propozycją pracy w Zabrzu w nowoczesnym, i – jak pisała – najlepiej wyposażonym ośrodku kardiologicznym w Polsce, zawahałam się. Miałam w Łodzi dom i rodzinę, zbliżałam się do wieku emerytalnego, czy to pora na takie przedsięwzięcie? Początkowo odmówiłam. Potem napisałam, że chciałabym zobaczyć ośrodek. Pojechałam do Zabrza, prof. Hager-Małecka oczekiwała mnie na dworcu i wypowiedziała znamienne słowa, które zawsze będę pamiętać “Koleżanko, coś w życiu trzeba zrobić!”

Następnego dnia prof. Stanisław Pasyk oprowadzał nas po Wojewódzkim Ośrodku Kardiologii roztaczając wspaniałe perspektywy diagnozowania i leczenia dzieci chorych na serce. Dwie sale cewnikowania serca (jedna miała być dla dzieci), pracownia zaburzeń rytmu, diagnostyka izotopowa, echokardiograf... Doznałam zawrotu głowy. W uszach zadźwięczała piosenka Młynarskiego “ Gdybym nareszcie robić mógł, to na co naprawdę zasługuję...” Jeszcze trochę wątpliwości i zaczęłam pracę w Zabrzu od 1 stycznia 1986 roku.

I znów trzeba było walczyć. Tam gdzie jest dziś Klinika Kardiologii Dzieci, na pierwszym piętrze, była graciarnia, magazyn starego sprzętu. Mieszkałam tam przez 6 miesięcy w małym pokoiku (dziś jeden z pokoi zabiegowych) i gotowałam na maszynce elektrycznej. Od czasu do czasu ciekło z sufitu z drugiego 2 piętra i trzeba było podstawiać miskę. Ale za to na parterze był pokoik z aparatem echokardiograficznym! Miałam pełnych zapału asystentów. Troje spośród nich - Magda Kowalska, Małgosia Szkutnik i Marysia Frycz - było już wyszkolonymi pediatrami, kilka osób było w trakcie specjalizacji pediatrycznej. Najmłodsza była urodziwa Bożenka Zeifert.

Nagle zaczęli napływać pacjenci na konsultacje. Wieść o nowych możliwościach rozeszła się lotem błyskawicy. Uczyłam moich asystentów, szkolących się u nas lekarzy, a później także studentów rozpoznawać choroby serca przede wszystkim przy pomocy badania fizykalnego. Siedziałyśmy potem wiele godzin przy aparacie ECHO, żeby zweryfikować rozpoznanie. Pomagał nam, biegły w echokardiografii “dorosły” kardiolog, mąż Marysi Frycz.

Ale łóżek dziecięcych ani możliwości operacyjnych dla dzieci najmłodszych nie było i tak jak dawniej siedziałyśmy przy telefonie i błagałyśmy o przyjęcie w Krakowie i w Warszawie. Magda Kowalska, Małgosia Szkutnik i Bożenka Zeifert jeździły kolejno do Warszawy szkolić się w dziedzinie cewnikowania serca w Zakładzie Hemodynamiki Centrum Zdrowia Dziecka. Tam, pod fachową opieką doc Brzezińskiej i jej zespołu zaczęły pracować samodzielnie. Przywiozły nawet kilka cewników Rashkinda. Jak na zawołanie zjawił się noworodek z transpozycją wielkich naczyń. Trzeba było szybko interweniować. Pomagał nam wtedy doc Zembala, a dziecko zostało po zabiegu umieszczone w Klinice Patologii Noworodka w Zabrzu. Mieliśmy duże wsparcie ze strony Instytutu Pediatrii, a zwłaszcza wymienionej kliniki. W ogóle pomagał nam cały łańcuch ludzi dobrej woli - prof. Kubicka w Warszawie, prof Markowa i Zdebska w Krakowie i wielu innych.

Stopniowo udało się opróżnić z gratow przyszły oddział dziecięcy. Jeździłam po Polsce i oglądałam różne kliniki, między innymi piękny oddział w Katowicach, bo i tam powstal później drugi na Śląsku ośrodek kardiologii dzieci.

Zaczął się remont. Z biciem serca czekałyśmy na werdykt całej grupy ekspertów. Dyrektor WOKu, prof. Stanisław Pasyk musiał zaakceptować plany. Potem był dużą pomocą w ich realizacji. Klinika Kardiologii Dzieci została otwarta w czerwcu 1987 roku. Ale walczyć trzeba było dalej. Nie było prawdziwej poradni kardiologicznej, przyjmowałyśmy pacjentow jeszcze przez wiele lat w pokoiku, gdzie znajdowal się aparat ECHO. Nie było kuchni mlecznej, nie było anestezjologa dziecięcego. Dużą pomocą w tej dziedzinie, a także w póżniejszej opiece pooperacyjnej był - zwerbowany z Zakładu Patologii Noworodka - Adaś Grzybowski.

Prof. Religa i doc. Zembala operowali starsze dzieci i niektóre niemowlęta. Wiele satysfakcji dostarczył nam wykonany przez nich w 1988 r. udany przeszczep serca u 14-letniego chłopca. Napływały dzieci z terminalnymi chorobami serca z nadzieją na przeszczep. Większość umierała, bo nie było dawców. To były ciężkie przeżycia. Niektórym udało się otrzymać nowe serce. Jeden spośród nich, nasz kochany Jacuś doczekał się niedawno zdrowego potomka.

Operacje najmłodszych dzieci zaczęły się pełną parą, kiedy do pracy zgłosił się Jacek Mol, utalentowany chirurg z Łodzi. Gdy nas opuszczał, żeby podjąć pracę w CZMP w Łodzi, zastąpił go zręczny Michał Wojtalik z Poznania, pomagał mu nasz dr Przybylski. Zespół lekarzy powiększał się. Przybyli Blandyna z Alinką, Staszek, Paweł, zwerbowany z Wrocławia, Jarek, Beatka... Miałam szczęście, wszyscy byli pełni zapału i pracowali z dużym poświęceniem. Wykształcił się zespół pielęgniarek (cóż może zdziałać lekarz bez dobrej pielęgniarki?), w sekretariacie zapanowała pani Wanda...

Niestety tylko krótko pracowałam z Jackiem Białkowskim, który szkolił się za granicą. Dziś Klinika Kardiologii Dziecięcej rozwija się kwitnąco i zdobywa międzynarodowe laury. Kieruje nią doc.Jacek Białkowski. Przybyli młodzi, zmarła nieodżałowana Magda Kowalska. Trzon kliniki stanowią nadal moi asystenci z dawnych lat - Małgosia, mistrz cewnikowania interwencyjnego, Marysia, wielce biegła w echokardiografii i Bożenka, która - mimo iż po drodze urodziła czworo dzieci - nie opuściła pola walki.

Ciekawe, czy pamiętają stare dzieje?

Lili Goldstein

/\
SCCS na Facebook'u

Fundacja Śląskiego Centrum Chorób serca

KRS 0000219230



Podaruj 1% Podatku

Dziękujemy za pomoc
Chorym i naszemu Szpitalowi