Szukaj w serwisie
O nas Administracja Pracownie Kliniki Poradnie specjalistyczne KLINIKA ZDROWEGO SERCA Wydarzenia Konferencje Wydawnictwo Biblioteka Fundacje Stowarzyszenia
Aktualności Kronika SCCS Wyróżnienia Akredytacja ISO Ankiety Opinie Pressroom Galeria Konkursy Praca Przetargi Dojazd Kontakt

Maszyna dla Kłamczuchów - Bogdan Daleszak

Tyle jest prawdy w sądzie, ile nakłamią świadkowie” – stwierdził sędzia Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu Aleksander Ostrowski, do niedawna rzecznik prasowy tej instytucji. Ten bulwersujący żart umiarkowanie śmieszy zważywszy, jaką rolę na sali sądowej przywiązuje się do procedur, kodeksów, pisanych i niepisanych norm postępowania. O prawdę nikt przesadnie nie zabiega.. .Nie zganiajmy więc wszystkiego na świadków – w procesie biorą udział także prokuratorzy, obrońcy i oskarżeni. Ci ostatni mogą zresztą łgać do woli. Z przyzwoleniem prawa! No i sędziowie... Nie, nie, Wysoki Sąd na ogół nie kłamie. Czasem co najwyżej mija się z prawdą..

Wariograf dobry na wszystko

A w ogóle kwestia prawdomówności w sądzie wydaje się wydumana zważywszy, iż od 1921 roku możemy posługiwać się wariografem, zwanym też – nie do końca słusznie - wykrywaczem kłamstwa. Zadbał o to student medycyny John A. Larson z kalifornijskiego uniwersytetu Berkeley, który udoskonalił pomysł włoskiego kryminologa. Cezare Lombroso. Włoch pierwszy zaczął mierzyć stres poprzez obserwację zmian fizjologicznych zachodzących w organizmie człowieka.
Wariograf (inna nazwa to lie – detector) jest zestawem trzech odrębnych instrumentów, które niezależnie od siebie badają oddech, tętno, ruchy mięśni, ciśnienie krwi oraz zmiany elektrycznej oporności skóry. Już dawno zauważono, że człowiek nie jest w stanie zapanować nad naturalnymi odruchami ciała, organizmu. Każdy z tych instrumentów drobiazgowo rejestruje wszystkie zmiany fizjologicznych zachowań. Oczywiście nawet najdokładniejszy zapis niczego sam nie rozstrzyga – wyniki są interpretowane przez fachowców. To oni, a nie maszyna, oceniają prawdomówność delikwenta.

Trudne łamane przez skomplikowane

Rejestrujące instrumenty połączone są z ciałem za pomocą kabli, przyssawek, opasek, elektrod i mankietów. Jest to skomplikowane i niewygodne. Delikwent siada tyłem do maszyny, bo nic nie powinno go rozpraszać. Rzeczywiście nie rozprasza go nic, ale cała sytuacja jest sama w sobie stresująca.
Do tego badania nie można podejść z marszu, z ulicy. Najpierw odbywa się rozmowa wprowadzająca. Badany zapoznawany jest z techniczną stroną zagadnienia. Wie też, że potrzebna jest jego zgoda na badanie. Wie również, iż w każdej chwili może z badania zrezygnować. Przesłuchanie przeprowadza się w pomieszczeniu wyciszonym, do którego nie docierają żadne dźwięki, wszelkie telefony i sygnały są wyłączone, temperatura powietrza jest umiarkowana, nastrój rozmów pogodny, nie stresujący... Słowem pełny luz i relaks.
Przesłuchiwany musi być zdrowy, wypoczęty, w psychicznej formie. Nawet przeziębienie eliminuje go z badań. Także stan nietrzeźwości.
Praktycznie biorąc, badanie jest proste. Poligrafer (tak się uczenie nazywa osoba prowadząca badanie) zadaje delikwentowi nieskomplikowane pytania: czy dzisiaj jest czwartek? Czy pan ma na imię Wieńczysław? Czy Wrocław leży nad morzem? Czy czołg może fruwać samodzielnie ?
Między te niewinne pytania wplata się pytania merytorycznie najważniejsze: czy ukradł pan ponad trzy miliony złotych? Czy podzielił się pan pieniędzmi ze wspólnikami? Czy zdradził pan komukolwiek miejsce ukrycia łupu? Czy wydał pan już część skradzionych pieniędzy?
Delikwent odpowiada “prawda” lub “fałsz”, piórka umoczone w tuszu rejestrują fizjologiczne zmiany organizmu “przesłuchiwanego”, a później poligrafer dokładnie analizuje zapisy urządzeń. Margines ewentualnego błędnego odczytania uzyskanych danych jest po prostu minimalny. Prawie niemożliwy. Ryzyko błędu zbliżone jest do zera.

Polowanie na czarną owcę

Łatwo sobie wyobrazić, z jakim entuzjazmem rzucili się na wariograf pracodawcy. Tym bardziej, że mocno przedatowany kodeks pracy nie zabrania korzystania z wariografu. Wprawdzie obrońcy praw człowieka wypowiadali się wiele razy przeciw tym praktykom, życie jest jednak życiem i często to właśnie pracownicy, uwikłani w jakieś matactwa urzędników, domagali się desperacko szansy na oczyszczenie z zarzutów. To przechyliło szalę na rzecz sprytnego urządzenia, które zaczęło pełnić rolę rozjemcy w sporach pracodawca – pracobiorca. Nawiasem mówiąc rozjemcy może nie doskonałego, ale przynajmniej obiektywnego. I nie biorącego łapówek.

Zamiast sukcesu wielka figa

Tak więc biznes lekko zwariował na temat wariografu, ale my wracajmy do kryminalistyki, bowiem od tego zaczęliśmy temat. I tu należałoby się spodziewać długiej listy smakowitych (kryminologicznie) spraw, w których sprawiedliwość zatriumfowała dzięki wykrywaczowi kłamstwa... Taka lista jednak nie istnieje i pewnie prędko nie powstanie.
W polskim prawie do początku lipca ubiegłego roku wariograf w ogóle nie istniał. Nigdzie nie było o nim nawet wzmianki. Ustawa z 10 stycznie 2003 roku (obowiązująca właśnie od lipca) dopuszcza wprawdzie wykorzystanie badań poligraficznych w procesie karnym, ale zaledwie dopuszcza, co praktycznie czyni ustawę martwą. Przeciw poligrafowi jest cała reszta: tradycja i nawyki sądowe, interesy partykularne różnych korporacji prawników, procedury wreszcie.
Wariografu w naszym sądownictwie po prostu się nie stosuje. Pretekst: badania te są drogie. Rzeczywiście zbadanie jednej osoby to kwota około tysiąca złotych. Ale cóż to za koszty w aferach sięgających wielu milionów złotych...? I w rozstrzyganiu w sprawach życia i śmierci?
Przyczyn lekceważenia wariografu szukać więc należy gdzie indziej. Gdybym był złośliwy, przyczyny swoistego bojkotu dążenia do prawdy szukałbym u samego ustawodawcy. Niewykluczone, że w naszym Sejmie działa potężne lobby kłamczuchów. Tak jak lobby złodziejskie*, czy lobby fanatycznych obrońców pokrętności naszego prawa.
Nie zauważyłem, aby w Sejmie komukolwiek i kiedykolwiek zależało przesadnie na prawdomówności. Na mówieniu prawdy, samej prawdy i tylko prawdy. Podobnie jest w ogóle w całym naszym życiu politycznym. A rząd? Ile godzin utrzymałby się rząd, który postawiłby na uczciwość...?

Bogdan Daleszak

/\
SCCS na Facebook'u

Fundacja Śląskiego Centrum Chorób serca

KRS 0000219230



Podaruj 1% Podatku

Dziękujemy za pomoc
Chorym i naszemu Szpitalowi