Szukaj w serwisie
O nas Administracja Pracownie Kliniki Poradnie specjalistyczne KLINIKA ZDROWEGO SERCA Wydarzenia Konferencje Wydawnictwo Biblioteka Fundacje Stowarzyszenia
Aktualności Kronika SCCS Wyróżnienia Akredytacja ISO Ankiety Opinie Pressroom Galeria Konkursy Praca Przetargi Dojazd Kontakt

Zadecydował przypadek..... Wywiad z doktorem Janem Przybylskim. Rozmawiał Tadeusz Bujak

Panie doktorze! Jest Pan jednym z najstarszych stażem pracowników Śląskiego Centrum. Czy może nam Pan opowiedzieć jak wyglądały początki Ośrodka?


Główna przyczyną podjęcia pracy w WOK-u był fakt, że bardzo blisko mieszkam.. Wcześniej dojeżdżałem do Katowic gdzie pracowałem na kardiologii na Warszawskiej a od 1 kwietnia przeniosłem się tutaj. Nie było jeszcze pacjentów, nie było łóżek- tylko puste ściany., Przede mną była już pani Małgosia Straż, potem doszedł jeszcze jeden lekarz – dr Michałowski a po nim inżynier Piguła, który zajmował się laboratorium.
Siedzieliśmy w pustych pokojach i planowaliśmy – co w którym pomieszczeniu będzie, na jaki sprzęt trzeba złożyć zapotrzebowanie.
W maju zaczął dojeżdżać z Profesor Religa – wraz ze swoim zespołem. Bardzo nas to cieszyło, bo nie znaliśmy się na kardiochirurgii, a trzeba było planować zakupy sprzętu i narzędzi chirurgicznych. Musieliśmy przewidywać jaką powierzchnię zajmą aparaty, a także jaki będzie pobór mocy, czy też jakie w poszczególnych pokojach będzie obciążenie energetyczne.
W tamtych czasach nie było to proste – nie mieliśmy katalogów, czy tak jak dzisiaj, informacji dostępnych w internecie. Dane techniczne i ceny zbieraliśmy na targach w Poznaniu – przedstawiciele firm traktowali nas najpierw lekceważąco, ale kiedy zaczęły się zakupy zmienili swój stosunek.
Zależało nam na tym, żeby zdobyć jak najlepszy sprzęt, a właściwą jakość gwarantowały wtedy tylko firmy zachodnie. Przy zakupach stosowało się przeliczniki złotówki na złote dewizowe co pozwalało na takie manewrowanie wartościami, że władzom przedstawiano kosztorysy, z których wynikało, że aparaty amerykańskie są niewiele droższe od polskich.
Zaopatrzenie kardiochirurgii nadzorował profesor Religa, natomiast kardiologię prowadził profesor Pasyk. Obydwaj byli zwolennikami zakupów w renomowanych firmach zachodnich.

Czy oznacza to, że tamtych latach wyposażenie śląskiego Centrum różniło się innych szpitali ?

O tak. Później inne ośrodki wzorowały się na nas i korzystały z zabrzańskich doświadczeń. Dodatkowo musieliśmy omijać sankcje reganowskie. Część aparatury dostarczano nam przez Szwecję – a to oznacza, że zdobywaliśmy najnowsze rozwiązania techniczne – bo tylko takie były objęte sankcjami.

Kiedy rozpoczęto wykonywać badania UKG ?

Rok po uruchomieniu ośrodka otrzymaliśmy aparat Hewlett-Packard’a. Sprzęt przyszedł w czwartek, a decyzja dyrektora, profesora Pasyka była krótka – od poniedziałku badania muszą już być wykonywane. Siedzieliśmy nad instrukcjami i uczyliśmy się – nie było żadnych szkoleń, nie było podręczników. W Polsce nie było tak nowoczesnych aparatów. Uczyliśmy się „z marszu”. Wcześniejsze doświadczenia miał dr Frycz, który wykonywał badania aparatem, jaki posiadała stara klinika. Ale był to aparat starej generacji.

Czy brak doświadczenia dawał o sobie znać w czasie badań ?

Szczególnie w przypadku transplantologii. Pamiętam jak z doktorem Fryczem badaliśmy pacjenta i stwierdziliśmy skrzeplinę w przedsionku. Zawołaliśmy chirurga, doktora Wołczyka i od niego dowiedzieliśmy się, że serce jest przyszyte do starych przedsionków a więc to co braliśmy za skrzeplinę było po prostu szwem.

Czy w czasie studiów pana doktora wspominano o możliwości transplantacji serca?

Nie, o takich zabiegach w ogóle nie było mowy.
W dodatku kiedy kończyłem akademię, dominowała diagnostyka radiologiczna. Ultrasonografii nie było –ona się pokazała w międzyczasie, ale najpierw były to obrazy złej jakości, sprawiające poważne trudności interpretacyjne. Początkowo była to projekcja jednowymiarowa, naświetlało się zdjęcia, wywoływało w ciemni – część wychodziła, część nie.

Co uzyskujemy dzięki badaniu UKG !

Daje bardzo dużo informacji – widzimy grubość ścian ,czy jest przerost mięśnia, kurczliwość regionalną, można wnioskować o niedokrwieniu, można mierzyć prędkości przepływów, , oceniamy zastawki – możemy kardiochirurgom przekazać czy zastawki nadają się do plastyki, czy tez do wymiany. Nowością jest echo śródoperacyjne – w naszym ośrodku stosuje się je na co dzień, kiedy ocenia się pracę mięśnia bezpośrednio po zabiegu.

Czy w razie stwierdzenia nieprawidłowości można poprawić zabieg ?

Po to się to robi.

Czy aparat do badania serca bardzo się różni od typowych USG ?

Przede wszystkim inne są specjalistyczne głowic,. Szczególnym przypadkiem są badania przezprzełykowe , kiedy ma się blisko serce i wszystkie struktury są bardzo wyraźnie widoczne.
Ale sam aparat technicznie też się różni, bo ma specjalistyczne programy –jak np. do badania przepływów, czy też do badań naczyniowych, zwłaszcza z programami Dopplerowskimi.

Przez Pana ręce przeszli i nadal przechodzą niemal wszyscy pacjenci po transplantacji. Czy Pan się specjalizował , czy był to świadomy wybór ?

Nie – to kwestia współpracy dwóch lekarzy – Prowadzący pacjentów po przeszczepach dr Zakliczyński zna mój sposób badania i interpretacji a w razie wątpliwości potrafimy wspólnie przeanalizować wyniki. Ale o tym, że zająłem się tą grupą pacjentów zadecydował przypadek.

/\
SCCS na Facebook'u

Fundacja Śląskiego Centrum Chorób serca

KRS 0000219230



Podaruj 1% Podatku

Dziękujemy za pomoc
Chorym i naszemu Szpitalowi